Czy mnie kocha? – astrolog do dzieła!
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

Kocha, lubi, szanuje, nie chce, nie dba, żartuje… – to dziecinny wierszyk, ale obrazuje naturalną ciekawość człowieka, by znać i dobrze rozumieć uczucia drugiej osoby. Wątpliwości tyczące się miłości, związków, zaufania, relacji – mogą zostać łatwo rozwiane przez astrologię tradycyjną.
Oczywiście nie astrologię współczesną, humanistyczną, czy opierającą się na „intuicji” oraz „wydaje mi się, że pojawią się tendencje…”. Astrologia tradycyjna jest w stanie udzielić konkretnych odpowiedzi na nurtujące Cię pytania. Największym atutem tej praktyki jest jej obiektywizm, celność i osąd sytuacji „na zimno”.

Osoba szukająca horoskopu powinna wiedzieć, że astrologia nie jest jakimś działaniem by zmienić los, ale by go poznać, albo, jeśli człowiek szuka rady – opisać to, co dzieje się w teraźniejszości. Pytanie: „kocha, nie kocha ?” jest konkretne – więc należy spodziewać się konkretnej i zwięzłej odpowiedzi, przykładowo: „Nie, zależy mu na Twoich pieniądzach, jest zainteresowany inną osobą, z którą prawdopodobnie wszedł w relacje fizyczne. Ciebie traktuje z pobłażaniem, jesteś dla niego drugą opcją. Aktualnie myśli o przeprowadzce.” Przykre jest usłyszeć coś takiego z ust drugiej, nieznanej sobie osoby, ale sam przyznaj, czyż nie wartościowe? W takim przypadku osoba zamiast szukać problemów w sobie – wmawiać sobie nieatrakcyjność, czy cokolwiek innego, będzie wiedziała, że druga osoba nie jest po prostu nią zainteresowana. Nie ma tutaj co zrzucać odpowiedzialności na planety – nie one decydują – one także są podległe prawom natury, a nie te prawa tworzą.

W każdym razie astrolog jest w stanie ustalić jaka relacja jest już nawiązana oraz jak się potoczy. Jasno, precyzyjnie i obiektywnie. To powinno być celem każdego astrologa, czy osoby zajmującej się dywinacją, by wydać precyzyjne osądy w subtelnych sprawach. Oczywiście mówię tutaj o naukach opartych na filozofii, silnie zakorzenionych w tradycjach, a nie modnym new-age’u, czy innych nurtach zbierających sobie publiczność poprzez fakt dowartościowywania osoby, a nie podejmowania osądów (naturalnie trudniejszych i ryzykownych z punktu widzenia ewentualnej pomyłki), ale znacznie bardziej potrzebnych by pozbywać się problemów, a nie jedynie łagodzić ból.